Sztuczna inteligencja w dzisiejszych czasach
Sztuczna inteligencja najfajniejsza jest w utworach z gatunku science-fiction. A to narobi psikusów, z wywołaniem apokalipsy włącznie, a to stanie się twoim nieodzownym towarzyszem podróży, a to praktycznie umożliwi podróże międzygwiezdne. Nie wspominając przy tym, jak świetnym jest pretekstem do intelektualnego samogwałtu i etyczno-społecznych wynurzeń dla różnej maści grafomanów. I jak wiele innych fantastycznych konceptów, sztuczna inteligencja w rzeczywistości nie jest wcale taka fajna, a raczej ociężała, głupawa i mało praktyczna. To znaczy mniej więcej do teraz.
Już parę lat temu widziałem filmiki-przeróbki, gdzie postacie z Team Fortress 2 wykłócają się o różne rzeczy i w pierwszej chwili nie rozumiałem, co to jest – ktoś zapłacił oryginalnym aktorom głosowym za odegranie memów? Nie może być. Dopiero po chwili zrozumiałem, że ktoś ma jakiś program, który potrafi naśladować głosy różnych postaci – możesz nagrać kawałek rapowy głosem Eminema albo posłać komuś wulgaryzmy głosem aktualnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. I spoko. Aha, ktoś również zrobił AI-upscaling teł w Final Fantasy VII do wysokiej rozdzielczości.
Relatywnie niedawno YouTube i internet w ogóle zalała fala obrazków generowanych przez AI, z trendem „cośtam jako film fantasy z lat 80.” (mój ulubiony zestaw jest rzecz jasna z Final Fantasy VII). Pomijając aspekty rozrywkowe tego przedsięwzięcia, zarówno ja, jak i mnóstwo innych ludzi zaczęło się zastanawiać skąd do cholery się to bierze i czy mogę samodzielnie coś w ten sposób wytworzyć. Są to dzieła sztucznej inteligencji, odpowiednio wytrenowanej na grupie określonych tematycznie obrazów. Na przykład ktoś użył obrazów namalowanych przez swojego nieżyjącego już wujka by stworzyć nowe dzieła w tym samym stylu. Ktoś zaczął tworzyć obrazki młodych dziewcząt z wielkimi piersiami. Sprawa stała się na tyle powszechna, że prawdziwi artyści, każący sobie płacić za swoje dzieła dziesiątki, albo nawet i setki dolarów, zaczynają mieć o to poważny ból dupy, co tylko potwierdza fakt, że to najprawdopodobniej nie jest przejściowa moda. Bill Gates rzekomo tak myślał o internecie… No ale właśnie – czyżbyśmy mieli do czynienia z rewolucją na miarę upowszechnienia internetu?
Znany popularnonaukowy YouTuber Tom Scott w jednym ze swoich filmików przytacza przykład, jak to za pomocą rozmowy ze sztuczną inteligencją nie tylko napisał pomocny dla niego program – on podczas rozmowy ze sztuczną inteligencją wskazał błąd w zaproponowanym kodzie, a ta mu ten błąd naprawiła. Określił to jako moment nie tylko euforyczny, ale też trochę przerażający. Tom Scott przytacza trend, w którym nowa technologia na początku rozwija się bardzo powoli, osiąga punkt powszechnej używalności, od którego następuje potężny wzrost, a potem następuje spowolnienie i stagnacja – do czasu pojawienia się kolejnej nowej technologii. W którym punkcie tego trendu obecnie się znajdujemy? Pewności nie mam, ale na podstawie dotychczasowych obserwacji śmiem twierdzić, że właśnie na początku.

Jestem zarejestrowany na stronce italki, która umożliwia znalezienie nauczyciela danego języka i zabukowanie sobie lekcji. Niedawno dostałem od nich newsletter podający argumenty „dlaczego prawdziwy człowiek jest lepszym nauczycielem języka od sztucznej inteligencji”. Ha ha, bo wiecie: przeciętny człowiek wykorzystuje AI już nie tylko do pisania prostych e-maili, tworzenia prostych grafik czy loga „na już” – bo dzięki ChatGPT zyskujesz dostęp do nieskończenie cierpliwego nauczyciela języka obcego, któremu możesz zadać dziesiątki i setki pytań o szczegóły, poprosić o wyjaśnienia, korekty napisanego tekstu, przygotowanie przykładowych testów i ćwiczeń oraz ich korektę, wraz z wyjaśnieniem błędów. Wypróbowałem to nieznane mi wcześniej cudo: o ile ChatGPT nie znał odpowiedzi na pytanie „is Malenia breedable?” i nie podał mi sure-win strategii jak pokonać misję „Supply Lines” w GTA San Andreas w wersji na PlayStation 2, tak w przypadku pytań o gramatykę niemiecką czy japońską autentycznie mnie czegoś nauczył. Owszem, parę razy musiałem zadać inaczej pytanie i w jednym przypadku odpowiedział źle – ale po wskazaniu nieścisłości przeprosił, podziękował za korektę i wypluł taką odpowiedź, że wreszcie zrozumiałem zagadnienie.
Tak, powszechnie dostępne dla przeciętnego zjadacza internetu sztuczne inteligencje nie są idealne – ich poprawność jest obecnie szacowana na jakieś 80%. Tyle że ta technologia jest cały czas rozwijana, szczególnie w kontekście bomby popularności, która właśnie wybuchła. Już pojawiają się programy do tworzenia animacji, a w tajnych laboratoriach pewnie są już projekty, które się urologom nie śniły. Drobna dygresja – ten tekst prawdopodobnie bardzo szybko się zestarzeje, ale chyba właśnie dlatego pisanie go dokładnie w tym momencie jest dla mnie całkiem ciekawym doświadczeniem.

Co to ma wspólnego ze światem gier? O ile sztuczna inteligencja nie jest w stanie zastąpić człowieka i jego kreatywności (a przynajmniej na razie), to może niesamowicie przyspieszyć proces uczenia się i przejścia z poziomu początkującego na średniozaawansowany. Chcesz stworzyć visual novel, ale brakuje ci budżetu i talentu, żeby stworzyć ilustracje? Może odpowiednio wytrenowane AI coś tu pomoże. Ogólniej: brakuje czasu i budżetu na nowe assety? Może wychudzony praktykant z bródką coś poradzi, dawajcie no tu młodego, niech siada do AI i coś porobi. Wydany w połowie lat 90. The Elder Scrolls: Daggerfall do dziś imponuje rozmiarem obszaru gry, ale współczesne gry z otwartym światem nie idą tą drogą – już teraz jest ciężko wypełnić dużo mniejsze od Daggerfalla tereny czymś ciekawym. Może dzięki AI, które na pewno jest już wykorzystywane przy kreacji gier, będzie można zrobić więcej i lepiej? AI pomoże z kodem, wskaże bugi. Gdzieś czytałem, że jest trenowane AI do tworzenia obiektów 3D na podstawie samych ilustracji. Koszty tworzenia gier poszły gigantycznie w górę w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat i może sztuczna inteligencja jest tu rozwiązaniem? Nie wyobrażam sobie, jak można władować wytrenowaną na podstawie 170 miliardów zapytań AI do gry, ale… może rozmowa z bossem w czasie rzeczywistym i próba przekonania go do naszych racji za pomocą wpisywanych na bieżąco zdań, zamiast wybierania przygotowanych linijek dialogu i zdawania skill checków jest możliwa (albo już istnieje, tylko ja w chwili pisania tego tekstu jeszcze o tym nie wiem)?
Albo w drugą stronę – ból czterech liter zarówno indywidualnych artystów, jak i wielkich korporacji będzie zbyt duży i zaraz pojawią się regulacje prawne, podatki, opłaty i tym podobne duperszwance, ograniczające dostęp do AI tylko tym już posiadającym zasoby. Naprawdę nie mam pojęcia, co z tego będzie, ale przynajmniej przez chwilę byłem w stanie marzyć – czego dowód stanowi tekst powyżej.









