Indika
Samotność, problemy osobowościowe, pokusy czasu doczesnego czy surowa rzeczywistość rosyjskiej prowincji. Twórcy ze studia Odd Meter podejmują wiele trudnych tematów, a artystycznymi sztuczkami i kulturowymi odniesieniami spokojnie mogliby obdzielić kilka innych produkcji niezależnych. Jednocześnie robią wszystko, by Indika była dla gracza tak nieprzyjemna i odpychająca, jak to tylko możliwe.
Habit grzechem skalany
Wyobraźcie sobie sytuację, w której w jednej ręce trzymacie flet i staracie się odegrać na nim najpiękniejszą melodię, na jaką was stać. Jest tylko jeden szkopuł. Drugą ręką musicie nieustannie mieszać w wiadrze pełnym gwoździ. Albo zakładacie na uszy słuchawki, a tam paraliżująca dychotomia: lewy bębenek świdrowany jest przez głośne techno rodem z festiwalu Mayday, ale prawym uchem usilnie próbujecie wsłuchać się w transmisję sumy z Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej. Mniej więcej tak wygląda obcowanie z Indiką. Grą pełną skrajnych i niepasujących do siebie elementów, które celowo zestawiono ze sobą tak, byśmy podczas grania czuli piekący dyskomfort.
Indika w swoim podstawowym założeniu jest krótkim i nastawionym głównie na narrację symulatorem chodzenia. Tytułowa zakonnica to młoda mieszkanka klasztoru na nieznanej nam rosyjskiej prowincji. Trudno orzec, czy jest nowicjuszką, postulantką, czy pełnoprawną członkinią zakonu. Wiadomo jednak, że kompletnie do tego miejsca nie pasuje. Nie odnajduje się w codziennej posłudze, ze strony zakonnej starszyzny doświadcza wyłącznie pogardy, a na domiar złego ma pewien osobisty problem. W głowie nieustannie dźwięczy jej demoniczny głos, stale komentujący rzeczywistość i namawiający ją do grzechu. Szydercze monologi przejmują momentami rolę narratora opowieści i mogą skojarzyć nam się z podobnym motywem znanym z Hellblade: Senua’s Sacrifice.

Okładki wydań fizycznych i wszelkie plakaty promocyjne gry przedstawiają główną bohaterkę otoczoną bezzębnymi i drwiącymi obliczami starszych siostrzyczek. Można by więc założyć, co i ja uczyniłem, że będzie to główny motyw opowiedzianej w grze historii. Zostajemy tu jednak celowo wprowadzeni w błąd. Motyw pogardliwych zakonnic kończy się po jakichś dwudziestu minutach gry, po czym Indika wyrusza w świat z misją dostarczenia pewnego listu. Paradoks polega na tym, że poza murami klasztoru życie wcale nie będzie łatwiejsze. Podróżując przez otulone srogą zimą bezdroża, rosyjskie wioski i wyludnione głubinki, bohaterka napotyka na swojej drodze głównie biedę i beznadzieję. Sporo tu religijnej ikonografii i literacko-filozoficznych odniesień, jednak sama historia wydała mi się wyjątkowo słaba jak na ton i kaliber podejmowanych w niej wątków.
Jak amen w pacierzu
Indikę można spokojnie ukończyć w cztery-pięć godzin. Jednocześnie twórcy gry dwoją się i troją, by w ramach tak krótkiego formatu jak najbardziej urozmaicić nasz czas spędzony przed ekranem. I tak, poza bieganiem po spowitych śniegiem i mrozem syberyjskich wioskach, przychodzi nam też rozwiązać kilka prostych zagadek środowiskowych i zaliczyć etapy ucieczkowe czy zręcznościowe. Do osobnej kategorii należą retrospekcje przeszłości głównej bohaterki, które przyjmują formę minigier zrealizowanych w stylistyce pixel artu. Wobec tych ostatnich mam niestety mocno mieszane uczucia. Sekcje platformowe, zbieranie monet czy zaliczanie kolejnych okrążeń na motocyklu może i brzmi jak ciekawe urozmaicenie liniowej rozgrywki, ale do opowiadanej historii pasuje jak pięść do nosa. Zresztą nie tylko one. Indika pełna jest dziwnych rozwiązań projektowych, których nie powstydziliby się najwięksi ekscentrycy Hollywood. Słuchanie 8-bitowego plumkania na tle pięknych syberyjskich krajobrazów, zestawienie poważnej historii z humorystycznymi, wręcz halucynacyjnymi wstawkami, czy system rozwoju postaci, będący tak naprawdę centrum celowego marnotrawienia naszego czasu, to tylko kilka pierwszych przykładów z brzegu.
Zwłaszcza ten ostatni motyw został w Indice dość szybko wyciągnięty przed szereg i pogrubiony. Bezsens życia, znój codzienności, a nawet bezcelowość iluzorycznego progresu to obraz uderzający w gracza w dość oczywisty sposób. I choć widzę doskonale, co autorzy chcieli mi przekazać, tak nie potrafię pozbyć się wrażenia, że mogli to zrobić w znacznie lepszy i bardziej przystępny sposób. Zwieńczeniem tej historii jest tak naprawdę jeden ciekawy motyw, dosadnie puentujący całość utworu, ale pozostawiający mnie z poczuciem sporego niedosytu. Bo gdzieś między wierszami widzę tu potencjał na znacznie więcej, zwłaszcza przy wykorzystaniu całego tego bluźnierczego obrazu klęski wiary czy bezprecedensowej autopsji brutalnej rzeczywistości w czasach carskiej Rosji.

Podczas podróży w nieznane napotkacie momenty, w których ekran zaleje piekielna czerwień, w uszach zadźwięczy diabelskie kazanie, a jedynym ratunkiem od tego obłędu będzie modlitwa. Świat zdeformuje się pod waszymi stopami, a wy, w rytmie nadchodzących fal strachu, odmawiać będziecie kolejne zdrowaśki, łącząc przy tym mosty i rozrywając ściany. To nic innego, jak mocny i świetnie przemyślany pomysł na zagadki środowiskowe, które okazały się najlepszą mechaniką zaproponowaną w grze. Ubolewam, że tak rzadko skorzystano z tego motywu, bo choć robi on piorunujące pierwsze wrażenie, na sam koniec muszę go jednak dorzucić do koszyczka z niewykorzystanym potencjałem.
Dobry Jezu, a nasz Panie…
Wobec tego typu krótkiego i mocno przygodowego formatu mam pewne oczekiwania. Niestety Indika nie zapewniła mi ani świetnej i wciągającej historii, ani intensywnych emocji, a już na pewno nie ciekawych patentów gameplayowych. Bardzo doceniam wyjątkową warstwę artystyczną gry, bazującą na koncepcie religijno-obyczajowej podróży w głąb siebie i potrzeby zdefiniowania własnych wartości. Lubię tytuły stawiające główny nacisk na narrację (między innymi twórczość Quantic Dream), a już na pewno takie, które mają sensowny pomysł na siebie. Być może to wina poruszanej w grze tematyki, choć bardziej stawiałbym na specyficzny dobór środków przekazu, ale przez większość czasu ogrywanie Indiki było dla mnie mało przyjemnym doświadczeniem. Ciekawym – tak, jak najbardziej. Ale czy godnym polecenia każdemu entuzjaście gatunku? Tu już mam pewne wątpliwości.
|
Odd Meter
|

To, co każdemu powinno się spodobać niezależnie od artystyczno-fabularnych preferencji, to oprawa graficzna opracowana na silniku Unreal Engine 5. Pomijając sekwencje pixelartowe, gra prezentuje się świetnie. Wnętrza domostw pełne są detali: od zakurzonych kredensów po drobiazgowo zaaranżowane miejsca religijnego kultu. Podobnie świetnie wypada technika motion capture, zwłaszcza głównej bohaterki odgrywanej przez Anastasię Dyachuk. Polecam wybrać w ustawieniach oryginalny, rosyjski dubbing, gdyż jest nieporównywalnie lepszy od angielskiego, a i sam klimat oraz spójność świata ogromnie na tym zyskują. Mimo iż Indika jest projektem raczej skromnym, reżysersko i technicznie stoi na bardzo dobrym poziomie. W recenzowanej tu wersji na konsolę Xbox Series X odnotowałem jedynie kilka drobnych problemów podczas zwiedzania rozległych otwartych terenów, gdzie liczba klatek na sekundę mocno spadała. Były to jednak pojedyncze przypadki, zaś techniczny odbiór całości jest bardzo pozytywny.
Pełna głębi i kulturowych zapożyczeń awangardowa metaopowieść? Być może. Dla mnie jednak znacznie istotniejsze jest to, że Indika była doświadczeniem groteskowym i nieprzyjemnym. Dowcip polega na tym, że prawdopodobnie twórcy osiągnęli dokładnie taki cel, jaki zamierzali. Tylko czy to z automatu sprawia, że powinienem ich za to chwalić? Nie jestem przekonany. Mimo wszystko polecam samemu się przekonać. To artystycznie ponadprzeciętna „gra na raz”, która, choć pełna kontrowersji, warta jest poświęcenia tych kilku godzin. Z ciekawością wyczekuję kolejnego dzieła Swietłowa i spółki.










Jeżeli zastanawia was rosyjski rodowód twórców gry i dlaczego polskie 11 bit studios postanowiło podjąć z nimi współpracę, to mam dla was dobre wieści. Jak podał reżyser Dmitrij Swietłow, po wybuchu wojny w 2022 roku studio przeniosło się do Kazachstanu, by następnie publicznie skrytykować nie tylko zbrojną napaść Rosji na Ukrainę, ale również całą machinę propagandy w ich kraju. Dostało się społeczeństwu i klasie politycznej, ale również Rosyjskiej Cerkwii Prawosławnej, która stała się powszechną bronią propagandy. Co ciekawe, większość tych problemów znajduje swoje odzwierciedlenie w Indice. Wypowiedzi twórcy były na branżowych portalach cytowane w 2023 roku i możecie znaleźć je między innymi 
